Posty

Jak się spłaca kredyt na życie?

Obraz
Czas - najważniejszy prezent, który człowiek może dać drugiemu człowiekowi. Czasem wydaje nam się, że wciąż tego czasu mamy dużo. W ciągłym pędzie gonimy z dyżuru na dyżur, bo przecież jeszcze tyle jest do zrobienia. A potem świat na chwilę się zatrzymuje. Gwałtownie wciska za nas hamulec, a droga hamowania jest na tyle krótka, że zatrzymujemy się tuż przed ścianą. Czasem mamy szczęście. Znajdujemy się w odpowiednim miejscu, bo nasz Anioł Stróż pilnie wykonuje swoje obowiązki. Bonusowy czas dostajemy w prezencie. Od życia, dla życia. Czasem się nie udaje. Medycy robią co mogą, dwoją się i troją, ale dodatkowego czasu nie udaje się kupić. Ktoś nagle i niespodziewanie przechodzi na drugą stronę, zostawiając swoją rodzinę pogrążoną w żałobie. Ciężar bezradności i gula wyrzutów sumienia bywają nie do udźwignięcia. Rok temu w Boże Narodzenie dostałam telefon z informacją, że zmarł mój dziadek. Rok później zrobił mi prezent, bo wychodzę praktycznie bez szwanku z wypadku, z którego zgodnie z ...

Ćwiczenia ze straty? Odrabiam od grudnia

Obraz
I bardzo chcę wierzyć, że te momenty, kiedy chowali już do grobu trumnę mojego dziadka i w tym momencie ktoś stojący daleko za nagrobkami cichutko i z wyczuciem zagrał Barkę oraz ten kiedy niecały miesiąc później na pogrzebie mojej babci nagle wyszło słońce i przestało padać – to ciche znaki od nich i uśmiechy tam z góry, mówiące: Nie martwcie się. Już wszystko dobrze. „Powinien istnieć specjalny znak interpunkcyjny. Graficzny odpowiednik skurczu krtani. Przecinek się nie nadaje. Przecinek to klin na złapanie oddechu, a tu potrzebny jest typograficzny węzełek, wybój albo potknięcie." Gdyby taki znak istniał, znalazłby się dokładnie w tym miejscu. Jest mi trudno, ale wiem, że dławiona w sobie żałoba nie prowadzi do niczego dobrego. A najbardziej przeraża mnie świadomość, że kiedyś to ja będę musiała zorganizować pogrzeb własnych rodziców. Może w śmierci Bliskich chodzi o to, żeby trochę się z nią oswoić? To przecież nieodłączny element cyklu życia. Dziadkowie mieli dobrą śmierć. On...

Jezus miał wodę po kolana

Obraz
11 dni po końcu świata - Widzi Pani tę altankę? - No, widzę. - To jej tu nie było. Z wodą przypłynęła. A wygląda jakby stała tu od zawsze. - Wie Pani co? Tam na krzyżówce stoi krzyż. Taki z Jezusem. Jak przyszła druga fala, to Jezus miał wodę po kolana. - Most nam zerwało pod domem. I dach nam cały przecieka. A jak mąż się dowiadywał w gminie, to przysługuje nam 2000 zł dofinansowania. Za te pieniądze to ani mostu naprawić ani dachu załatać. To jest nasza druga powódź. Ja już nie chcę tu zostać.  Mikołaj Grynberg pisząc książkę o kryzysie migracyjnym na pograniczu polsko-białoruskim nadał jej tytuł “Jezus umarł w Polsce”. Kilkaset kilometrów dalej Jezus miał wodę po kolana, bo mieszkańcom Kotliny Kłodzkiej i Opolszczyzny znowu przyszło mierzyć się z wielką wodą. Straszne są te analogie.  Powodziowe historie to jedne z najtrudniejszych, niestety. Chyba nikt nie przewidział, że po wyjątkowo upalnym lecie, nagle trzeba będzie się zmierzyć z powtórką z 1997 r. I o ile pomoc teraz...

Karawana kryzysu vs. Katastrofa dobroci

Obraz
Mówią, że ciężko jest lekko żyć. Ciężko jest też mądrze pomagać. Narodowy zryw i wysyp oddolnych inicjatyw w obliczu trudnych doświadczeń to nasze polskie drugie imię. Ta solidarność w obliczu tragedii to z jednej strony nasza siła i znak rozpoznawczy – z drugiej strony – jeżeli nikt tym mądrze nie zarządzi, jest to łatwy przepis na kolejną katastrofę. Katastrofę dobroci, jak to trafnie ujął Przemek Rembielak w swoim wpisie na FB. Doskonale rozumiem to, że ludzie chcą pomagać. Organizują zbiórki rzeczowe, znajdują czas, przestrzeń i pieniądze na to, żeby kupić potrzebne rzeczy i zawieźć je do punktu zbiórki. Ładują ciężarówki, busy. Wysyłają pomoc w świat. Ale nie mają już świadomości, co z tymi rzeczami dzieje się na miejscu. Jeśli transport nie odbywa się w ścisłym kontakcie z lokalnymi władzami, rodzi się chaos. Ciężarówka czy bus jedzie do miasteczka czy wioski dotkniętej powodzią czy inną tragedią i na miejscu okazuje się, że tych rzeczy nie ma gdzie wyładować. Że nikt tego n...

"Spróbuj uczynić gest nim uwierzysz, że nic nie warto robić..."

Obraz
Uwielbiam to uczucie. Bierzesz fluo ciuchy, herbatę w termos i jedziesz – po człowieczeństwo. Nawet jak ludzie płaczą ci w rękaw, to po prostu robisz im herbatę i jesteś obok. Dwa lata temu w związku z wybuchem wojny w Ukrainie, wsiadłam w Dołhobyczowie na przejściu granicznym do lubelskiej karetki, bez ciuchów ratowniczych, bez niczego. Łukasz pożyczył mi swoją fluo kurtkę, mówiąc: „Jedź z nimi, jesteś tam potrzebna”. Potem kurtka była ze mną jeszcze w Ukrainie, a potem paczkomatem wróciła do właściciela. Ale kontakt pozostał. Nie widzieliśmy się dwa lata. Spotykamy się niedaleko Głuchołazów.  Tego roku lato znów nie było łaskawe. Po prawie dwóch miesiącach upałów – przyszły ulewy. Wrzesień dla mieszkańców Opolszczyzny i Dolnego Śląska oznaczał walkę z żywiołem. Powódź zerwała mosty, zniszczyła drogi dojazdowe. Ludzie stracili dobytek i sens życia. Krajobraz jak po wybuchu. Ale znów – nie zabrakło oddolnych inicjatyw. Łukasz myślał, że zawiozą transport z pomocą humanitarną i na t...

Szpital im. Dlaczego do nas

Obraz
  - Niech się rozbierze i położy! - Słucham? - Niech się rozbierze i położy. - A niech się pocałuje w dupę. Nieśmiertelny dialog z filmu „Pora umierać” ze świetną rolą Danuty Szaflarskiej. Niestety dalej aktualny. Wypalenie zawodowe – syndrom, którego efektem jest przewlekły stres w miejscu pracy, z którym nie udało się skutecznie poradzić. Co to oznacza w praktyce? Frustrację, niewyrażoną złość, traktowanie pacjentów jak intruzów, jak zbędny balast. Przewlekłe zmęczenie. Opryskliwe odzywki zarówno do osób chorych jak i do współpracowników. O ile zawodowy slang czasem może być dla nas, medyków, narzędziem terapeutycznym, o tyle na chamskie odzywki nie ma ani miejsca ani usprawiedliwienia. Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego jak bardzo język czy sposób komunikacji wpływa na atmosferę w miejscu pracy. Pracowałam kiedyś w zespole, w którym pasywno-agresywne karanie ciszą przez przełożonego było na porządku dziennym. On nie rozmawiał. Po prostu traktował swój zespół jak powiet...

Pandemii nie ma, bunkrów też nie. Nie jest zajebiście

Obraz
  https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,171710,26414224,sor-na-skraju-wydolnosci-siedze-przy-telefonie-i-przez-szesc.html Od wybuchu pandemii minęły cztery lata. W tym czasie zdążyliśmy jeszcze dotknąć doświadczenia wojny, ponieważ Rosja zaatakowała Ukrainę w lutym 2022. Prawie cztery lata, które spowodowały, że czasoprzestrzeń w mojej głowie dzieli się na „przed COVID-em” i „po COVID-zie” oraz: „przed wojną”. Co się zmieniło w tym czasie? Mam wrażenie, że wiele. Wirus nam spowszedniał, ale i znieczulica stała się bardziej zauważalna. Coraz częściej i bardziej dobitnie pacjent w szpitalu traktowany jest jak intruz. Nie wszędzie, to prawda, ale te miejsca gdzie jest lepiej można policzyć na palcach jednej ręki. Jesteśmy zmęczeni. Pandemią, liczbą pacjentów na dyżurach znacznie przewyższającą moce przerobowe personelu. Sfrustrowani w momencie kiedy nie da się pomóc wszystkim, a przecież tak bardzo byśmy chcieli. Zmęczeni roszczeniową postawą pacjentów i ich rodzin. I ja to wszystko rozumiem,...