Lwów - interwencja kryzysowa w praktyce
- Karolina zadzwoniła, żeby zapytać czy nie chcę przyjechać na dyżur do punktu medycznego we Lwowie. - I co, jedziesz? -Tak, chyba tak. Chętnie zobaczę, jak działają. Pojechałam. Okazało się, że tego dnia w punkcie medycznym jest pełna obstawa i kolejny „człowiek z uprawnieniami” nie jest tam potrzebny. Zwłaszcza, że przestrzeń była dość mocno ograniczona. Spędziłam więc kilka chwil na rozmowie z medykami, pomogłam przy kilku pacjentach, dla pewności sprawdziłam, gdzie jest najbliższy schron, a potem pojechałam do Krakowca, małego miasteczka tuż przy granicy z Polską, w którym na początku wojny zaczynałam swoją medyczną przygodę na tym obszarze. Tym razem znowu okazało się, że mam szczęście do ludzi. Spotkałam tam dwie pielęgniarki z Holandii, lekarkę z Londynu, ratownika medycznego ze Stanów, dwóch ratowników z Polski i Darię. Jej historia uświadomiła mi, że w tym zawodzie nie chodzi tylko o pomoc medyczną. Znacznie częściej chodzi o wsparcie psychologiczne. Nie chodzi tylko o leczeni...