Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2023

Ćwiczenia z utraty vs. Lekcje empatii

Obraz
Dyżur w SOR kilka miesięcy po wybuchu wojny. Wypadek na autostradzie, poszkodowanych jest dwoje obywateli Ukrainy. Uraz szyi i kończyny dolnej. Mężczyzna czeka już na opis tomografii. Jest bardzo zdenerwowany, chce jak najszybciej wyjść ze szpitala. Rozmawiam z nim chwilę. Opowiada, że jedzie na przejście graniczne po swoją niepełnoletnią siostrę, która ucieka z Ukrainy. Tylko on może ją odebrać. Pytam, w którym miejscu siostra będzie przekraczać granicę. W Zosinie – odpowiada.  Wieczór wcześniej Łukasz mówi, że jedzie do Zosina na dyżur. Będzie tam cały weekend.  Mój pacjent nie może się skontaktować z siostrą, jej telefon nie odpowiada. Jakby był wyłączony albo poza zasięgiem. Dzwonię do Ł. Udaje się zlokalizować siostrę, jedzie do Stalowej Woli do ośrodka recepcyjnego. Kontaktuję się ze strażakiem, który wiezie dziewczynę samochodem. Proszę, żeby przekazał jej telefon. Ja swój przekazuję jej bratu. Rozmawiają. W tym samym czasie partnerka pacjenta czeka na wyniki swoich bad...

Dwa lata egzaminu z człowieczeństwa

Obraz
fot. Egala           Anna Alboth napisała kolejny ważny tekst – „Dwa lata zielonej granicy” mnie też skłoniły do refleksji na temat tego, co kryzys migracyjny mi odebrał, a czego nauczył. Na pewno nauczyłam się podchodzić bliżej Człowieka. Bez strachu o to czy pacjenta w ogóle można przytulić, po prostu dawałam ludzkie wsparcie całą sobą. Pozwalałam sobie na wszystkie emocje, bo autentyczność zawsze się obroni. Nauczyłam się o sobie tego, że choćbym nie wiem jak bardzo bała się wystąpień publicznych, jestem w stanie opowiedzieć historię ludzi w drodze, żeby dać im głos. Pamiętam jak Edyta zadzwoniła do mnie w styczniu i powiedziała: Cześć, w czerwcu organizuję konferencję pielęgniarską w Zakopanem. Chciałabyś na niej wystąpić i opowiedzieć o doświadczeniu pracy na pograniczu? Zgodziłam się. Mimo iż byłam naprawdę dobrze przygotowana do tego wystąpienia, na 10 minut przed wyjściem na scenę złapała mnie konkretna duszność. Ale szybko przypomniałam sobie po c...

Liban

Obraz
Do Libanu leciałam sama na początku września 2020, reszta zespołu przyleciała kilka dni wcześniej. Pamiętam, że byłam podekscytowana podróżą, choć momentami nastrój na lotniskach nie napawał optymizmem. Najpierw leciałam z Warszawy do Turcji (nie pamiętam do jakiego miasta), a potem z Turcji do Bejrutu. W Bejrucie czekała mnie konieczność wykonania wymazu na COVID, a potem już spokojnie można było czekać na odbiór bagażu, który… Przez długi czas nie pojawiał się na taśmie. Czyj bagaż wyjechał do odbioru jako ostatni? Wiadomo. Przecież nie może być za łatwo i bez dodatkowej adrenaliny się nie obejdzie. Wyszłam z lotniska, kierowca przysłany przez Fundację zawiózł mnie do hotelu, skąd jutro rano miał mnie zabrać do szpitala w Trypolisie. Noc minęła spokojnie, wyjechaliśmy po śniadaniu. Nie miałam pojęcia, w której części szpitala szukać reszty mojego zespołu medycznego, a ponieważ nikt z nich nie odbierał telefonu, kierując się zasadą: „możesz wyrwać dziewczynę z SORu, ale SORu z dziewcz...

(Nie)podległość

Obraz
Pamiętam pacjentkę z guzem mózgu, która wracała do Ukrainy z leczenia w Holandii. Agata opowiadała, że mama dziewczyny podeszła do niej z życzeniami: „Wszystkiego dobrego z okazji Dnia Niepodległości”. Faktycznie, wtedy był 11 listopada. Usłyszeć takie życzenia od osoby, która właśnie wraca do ogarniętej wojną Ukrainy zupełnie zmienia odbiór takiego komunikatu… Bo mieć z kim dzielić smutki i radości - to jedno. A mieszkać w bezpiecznej ojczyźnie - to drugie. Dziś kolejne Święto Niepodległości. Cieszę się, że mieszkamy w kraju, w którym rytmu dnia nie wyznacza alarm bombowy, a codziennemu życiu nie towarzyszy trudny do pomieszczenia w sobie lęk o życie i zdrowie - swoje i najbliższych. Nie wszyscy mają ten komfort. Dziś szczególnie mocno wracam myślami do pierwszych tygodni po wybuchu wojny w Ukrainie, kiedy to razem z chłopakami z lubelskiego pogotowia ratunkowego pełniliśmy dyżury w Dołhobyczowie na przejściu granicznym. Wracam też do pierwszych dyżurów na Podlasiu. Do obrazów, które ...

Kiedyś wszyscy wyjdziemy na prostą

Obraz
A może raczej: wszystko się kiedyś ułoży… Dwa metry pod ziemią. Śmierć, bo o niej tu mowa, to coś, z czym w pracy zawodowej stykamy się bardzo często. Tyle razy przecież próbujemy zawrócić pacjenta z drogi w stronę światła. Nie dopuścić, żeby przepłynął na drugą stronę Styksu. Kiedy to się udaje – na tej radości i dumie można szybować pod sufit. Najpiękniejsze słowo w tej pracy? ROSC – Return of Spontaneous Circulation (powrót spontanicznego krążenia). Ale co jeśli się nie udaje? Podobno pierwsze razy pamięta się wyjątkowo mocno. Pierwsze zgony również. Pamiętam, że byłam jeszcze studentką, przyszliśmy na praktyki na oddział anestezjologii i intensywnej terapii, mieliśmy wejść na salę, otworzyć szafkę z lekami i zapoznać się z jej zawartością, ponieważ na koniec zajęć czekało nas zbiorowe odpytywanie z farmakologii. Pielęgniarka powiedziała nam przed wejściem – tylko się nie przestraszcie bo na łóżku X mieliśmy zgon, ciało wg procedury musi odleżeć na sali 2 godziny, zanim zabiorą je d...