"Spróbuj uczynić gest nim uwierzysz, że nic nie warto robić..."
Uwielbiam to uczucie. Bierzesz fluo ciuchy, herbatę w termos i jedziesz – po człowieczeństwo. Nawet jak ludzie płaczą ci w rękaw, to po prostu robisz im herbatę i jesteś obok. Dwa lata temu w związku z wybuchem wojny w Ukrainie, wsiadłam w Dołhobyczowie na przejściu granicznym do lubelskiej karetki, bez ciuchów ratowniczych, bez niczego. Łukasz pożyczył mi swoją fluo kurtkę, mówiąc: „Jedź z nimi, jesteś tam potrzebna”. Potem kurtka była ze mną jeszcze w Ukrainie, a potem paczkomatem wróciła do właściciela. Ale kontakt pozostał. Nie widzieliśmy się dwa lata. Spotykamy się niedaleko Głuchołazów.
Tego roku lato znów nie było łaskawe. Po prawie dwóch miesiącach upałów – przyszły ulewy. Wrzesień dla mieszkańców Opolszczyzny i Dolnego Śląska oznaczał walkę z żywiołem. Powódź zerwała mosty, zniszczyła drogi dojazdowe. Ludzie stracili dobytek i sens życia. Krajobraz jak po wybuchu. Ale znów – nie zabrakło oddolnych inicjatyw. Łukasz myślał, że zawiozą transport z pomocą humanitarną i na tym ich pomoc się skończy, ale na miejscu okazało się, że potrzeby są duże i każda para rąk do pracy się przyda. Zostali. Zorganizowali pracę, ramię w ramię z wojskiem i strażą. Jadę do nich.
- Wiesz, piekę ciasto. Łukasz mówił, że tacy staruszkowie tam są, załamani tą całą sytuacją i trzeba ich co jakiś czas doglądać, bo nie są w pełni samodzielni. Będą mieli do herbaty...
- Jesteś wielka, Ola!
- Nie, po prostu to takie w moim stylu... Prosto ze środka... Wiesz, myślałam już, że to straciłam, bezpowrotnie. Zabetonowałam, wyplułam. Zamknęłam. Na amen. Ale nie, dalej mam w sobie ręce do pracy i serce do pomagania. Pojechałam zrobić z tego użytek.

Komentarze
Prześlij komentarz