Słowa mają moc - używaj rozważnie
![]() |
| fot. AdrenaLTika |
Pamiętam dyżur, który otworzył mi oczy na Małego Pacjenta. Trafił do nas chłopiec z raną przedramienia. Miał ok. 8 lat, był bardzo przejęty. W zasadzie powinnam chyba napisać – przerażony. Na szczęście trafił na lekarza, który miał fantastyczne podejście do dzieci, a oprócz tego był oazą spokoju.
-Trzeba tą ranę szyć? Ja nie chcę, boję się!
- Jeszcze nie wiem, najpierw musimy zajrzeć. Mogę odsłonić gazik?
-Tak. Ale na pewno trzeba! Tylko nie chcecie mi powiedzieć! Nie chcę igieł, nie chcę szycia!
- Nie będzie igieł. Zobacz. Najpierw położę Ci na ranę taką zieloną serwetkę z dziurką. Żeby żadne bakterie nie dostały się do środka.
- Lubię zielony…
- No to super! A teraz w strzykawce mam taki magiczny płyn, poleję go na ranę i za chwilę nic Cię nie będzie bolało.
- Mamo, kupisz ten magiczny płyn? Naprawdę nic nie boli! Ale… teraz na pewno będzie pan szył tą ranę… ja nie chcę… boję się. Chcę wrócić do domu…
-Nie będę nic szył. Będę G O I Ł R A N Ę, okej? Tylko nie możesz patrzeć, bo wtedy magia nie zadziała. Odwrócisz głowę do taty?
- Tak…
- Widzisz, już po wszystkim. Chyba nie było tak strasznie, prawda?
- Nie było… ale… możemy już wrócić do domu?
- Tak, już jedziemy.
Czasem wystarczy zmienić narrację. Stworzyć opowieść, która będzie chronić, a nie przerażać. W tej historii była półprawda. Bo o ile strzykawka z lignokainą faktycznie nie miała igły, to jednak nici chirurgiczne już ją miały. Ale Młody nie czuł ukłucia. Znieczulenie zadziałało, a lekarz był oazą spokoju. I ten spokój się udzielał.

Komentarze
Prześlij komentarz