Ćwiczenia z utraty vs. Lekcje empatii


Dyżur w SOR kilka miesięcy po wybuchu wojny. Wypadek na autostradzie, poszkodowanych jest dwoje obywateli Ukrainy. Uraz szyi i kończyny dolnej.

Mężczyzna czeka już na opis tomografii. Jest bardzo zdenerwowany, chce jak najszybciej wyjść ze szpitala. Rozmawiam z nim chwilę. Opowiada, że jedzie na przejście graniczne po swoją niepełnoletnią siostrę, która ucieka z Ukrainy. Tylko on może ją odebrać. Pytam, w którym miejscu siostra będzie przekraczać granicę. W Zosinie – odpowiada. 

Wieczór wcześniej Łukasz mówi, że jedzie do Zosina na dyżur. Będzie tam cały weekend. 

Mój pacjent nie może się skontaktować z siostrą, jej telefon nie odpowiada. Jakby był wyłączony albo poza zasięgiem. Dzwonię do Ł. Udaje się zlokalizować siostrę, jedzie do Stalowej Woli do ośrodka recepcyjnego. Kontaktuję się ze strażakiem, który wiezie dziewczynę samochodem. Proszę, żeby przekazał jej telefon. Ja swój przekazuję jej bratu. Rozmawiają. W tym samym czasie partnerka pacjenta czeka na wyniki swoich badań. Mamy miejsce na sali obserwacyjnej, proszę, żeby przewieźć ją tam, niech czekają razem. Udało się przebić przez milion „dlaczego i po co”. Są razem. Odbierają wyniki. Nic złego się nie stało. 

- Dziękujemy Ci bardzo. Ten dzień to nasze drugie urodziny… 

Po policzku spłynęła łezka wzruszenia. Piękny splot nieprzypadkowych zdarzeń.

Zazwyczaj wyciszam telefon, kiedy odsypiam dyżur. Tym razem tego nie zrobiłam. Jura – nasz ukraiński dobry duszek zadzwonił z prośbą o sfinansowanie mu kamizelki kuloodpornej. Za sprawą Karoliny i jej dobrego serducha – dostał pieniądze. Powiedział, że dziękuje i wie, że ma wrócić, bo przecież wszyscy razem mamy iść na kawę po wojnie. 

Pamiętam jak kilka tygodni wcześniej potrzebował wyrzucić z siebie różne rzeczy. Opowiedzieć swoją historię. Mówił, że żona, która bezpiecznie przebywa w Polsce, zadzwoniła do niego z informacją, że chce się rozwieść. I teraz, to już mu wszystko jedno. Czeka na wezwanie do jednostki i równie dobrze może zginąć za ojczyznę. Godzinę później zapukał w szybę karetki, pożegnał się i pobiegł do samochodu. Dostał wezwanie. 

Zmroziło mnie w środku. Bo wiem, że najbardziej niebezpieczny jest człowiek, który myśli, że nie ma nic do stracenia. Któremu w jednej chwili sufit runął na głowę i pogrzebał poczucie sensu. Bałam się o niego. Dlatego, kiedy zadzwonił z prośbą o kamizelkę poczułam dużą ulgę. Żyje. Chce o siebie zadbać. Nie jedzie umrzeć. Choć wiemy, że to może się zdarzyć.

Kilka dni później dostałam zdjęcie śladów po kulach na kamizelce. I słowa wdzięczności, bo gdyby nie ona, to te pociski miałby w środku. Kamizelka uratowała mu życie. Szłam wtedy do pracy, na dyżur. Łzy wzruszenia i ulgi ciekły mi po policzkach. Zadzwoniłam do Karoliny, bo te podziękowania to przecież dla niej. Chwilę później zadzwonił Jura. Jedzie na prześwietlenie do szpitala we Lwowie. Bolą go żebra, ciężko mu oddychać. W prześwietleniu nie widać złamań. Silne stłuczenie. Rozmawiamy. Życzę mu zdrowia, proszę żeby na siebie uważał i mówię, że nic się nie zmieniło. Czekamy na Ciebie. I na kawę w spokojniejszych czasach. 

Od tamtej sytuacji minął równy rok. Jura wraca do mnie w myślach wielokrotnie. Jego Whatsapp nie odpowiada od dłuższego czasu. Pamiętam jak rozmawialiśmy chwilę po tym jak dostał kamizelkę. Mówił, że z jego jednostki zginęło już 250 osób z 500. Boję się o tym myśleć. W środku poczucie nadziei, że Jura dalej żyje, miesza się z niepokojem o to, że być może wtedy w Krakowcu widziałam go po raz ostatni. Pamiętam jak się nami opiekował podczas dyżurów. Był naszym kierowcą i naprawdę można było czuć się z nim bezpiecznie. Pamiętam jak siedziałam obok niego w samochodzie, a on przeładowywał pistolet, bo zobaczył w lusterku obcą rejestrację. Pamiętam jak jechaliśmy przez Jaworów. Pamiętam check-pointy i ogromną odpowiedzialność za resztę zespołu. Pamiętam rozmowy, pomoc i wsparcie. 


Do zobaczenia, Snajperze. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Karawana kryzysu vs. Katastrofa dobroci

Szpitalne migawki – zapiski z neurologii

Dwa lata egzaminu z człowieczeństwa