Posty

Klasyfikacja ICD 10 - Y36 – działania wojenne

Obraz
Dziś druga rocznica wybuchu wojny w Ukrainie. Od rana mam w głowie przeróżne migawki. Z pracy na granicy, w Dołhobyczowie, z ewakuacji medycznych. Dyżurowe rozmowy w karetce, do późna w nocy. O tym co jest w życiu ważne i co my zrobilibyśmy w takiej sytuacji. Pytania z cyklu: A gdyby w Polsce wybuchła wojna, to co byś zrobiła? Wyjeżdżasz czy zostajesz? Nieodczytane wiadomości od ukraińskich przyjaciół. Kawę we Lwowie. Pacjentów w Krakowcu. Jaworów.  Ten moment, kiedy dziewczyna w twoim wieku opowiada, że zasłoniła swoje dziecko własnym ciałem i wskutek wystrzału jest sparaliżowana od pasa w dół.  Albo ten, kiedy wypadasz z automatycznego trybu działania i zmiany opatrunków i znowu dociera do ciebie, że te rany i amputacje powstały w wyniku wybuchu miny.  Pracujesz z dobrym kumplem i nagle tak po prostu ściska Was w dołku. I pozwalacie sobie na to. Bo to przecież bardzo ludzkie. Autentyczne.  Autentyczność zawsze obroni się sama. Pamiętam dużą ewakuację. Zlecenia, pap...

Proszę, dziękuję, przepraszam, procedura

Obraz
Mówi się, że procedury i algorytmy porządkują i ułatwiają naszą pracę. Ale co w sytuacji, na którą nie przewidzieliśmy procedury? Na nocnym dyżurze dostaliśmy informację o tym, że o północy trzeba będzie odebrać repatrianta z płyty lotniska i przywieźć do nas. Rano odbierze go załoga lwowskiego pogotowia ratunkowego. W porządku, przecież już kilkukrotnie odbywały się podobne odbiory. Chwilę przed północą Marta i Marek wsiedli do karetki i pojechali pod terminal. Kiedy przywieźli pacjenta okazało się, że jest on bardzo niespokojny, powiedział, że musi być na 10 rano w Kijowie. Zapytaliśmy dlaczego to dla niego takie ważne, bo przecież lwowskie pogotowie planowo odbierze go dopiero rano, a stąd do Kijowa daleka droga… Mężczyzna zaczął opowiadać. O tym, że ma poparzone ponad 50% ciała w wyniku wybuchu miny. Że kiedy on trafił do szpitala, to jego żona niedługo później dostała udaru. Oboje trafili do szpitala w Kijowie, mimo że pochodzą spod Odessy. Kiedy żona leżała w śpiączce po udar...

SOR STOP

Obraz
  Jakiś czas temu przeczytałam książkę Jakuba Sieczki „Pogo”. Zrobiła na mnie wrażenie, bo została napisana mocno, celnie i do bólu szczerze. Uważam, że ta książka jest kwintesencją ratownictwa. Albo ściska Cię w gardle i łzy kapią po policzku, kiedy jedziesz tramwajem i przewracasz kolejną stronę, albo śmiejesz się w głos z tekstów, które tam padają (mój ulubiony: "tryb szarmant komplemenciarz - model południowopraski"). Autor doskonale wie, o czym pisze. Czytasz i czujesz dokładnie te same emocje. To samo zmęczenie, smutek, dokumentne wkurwienie. Idealny strzał w czułe struny. Gdybym miała odchodzić z zawodu - przeczytałabym tę książkę jeszcze raz. Jako idealne podsumowanie. A potem zaśpiewałabym sobie: "Zostawmy to i chodźmy na spacer, bo dzisiaj świat wygląda inaczej (...) Szalona wolność, chcę się udławić nią." I przychodzi moment, że już tak nie chcesz. Wiecznie gonić z dyżuru na dyżur, bo kredyt, a poza tym przydałoby się odłożyć na remont, emeryturę i oszczę...

Pandemia COVID-19. Czarnobyl naszych czasów?

Obraz
      Pamiętam, że końcem lutego 2020 śmialiśmy się z tego, że konto o nazwie Koronawirus z Wuhan wysłało nam zaproszenie do znajomych na Facebooku. Nikt z nas nie podejrzewał, że tydzień później przyjdzie nam faktycznie mierzyć się z pandemią. Stop klatka       Pamiętam wszechobecny chaos organizacyjny. Organizację dodatkowej przestrzeni w szpitalu, mogącej służyć za izolatki. Pamiętam telefony do SANEPID-u, przymusowe kwarantanny, zostawanie w szpitalu po godzinach czekając na wynik testu. Wyniki spływające po kilkunastu godzinach. Pustkę. Pamiętam przyjeżdżanie na dyżur z walizką/plecakiem, do którego miałam spakowane rzeczy na kilka dni, bo nigdy nie było wiadomo czy po dyżurze uda się wrócić do domu. Pamiętam dyżurowe rozmowy, zdartą do krwi skórę na nosie od masek ffp3. Pamiętam trzy reanimacje w jednym czasie i przerażenie w oczach pacjenta, któremu jest tak strasznie duszno... Pamiętam koszmarne zmęczenie po dyżurach i ubrania, które spako...

Lwów - interwencja kryzysowa w praktyce

Obraz
- Karolina zadzwoniła, żeby zapytać czy nie chcę przyjechać na dyżur do punktu medycznego we Lwowie. - I co, jedziesz? -Tak, chyba tak. Chętnie zobaczę, jak działają. Pojechałam. Okazało się, że tego dnia w punkcie medycznym jest pełna obstawa i kolejny „człowiek z uprawnieniami” nie jest tam potrzebny. Zwłaszcza, że przestrzeń była dość mocno ograniczona. Spędziłam więc kilka chwil na rozmowie z medykami, pomogłam przy kilku pacjentach, dla pewności sprawdziłam, gdzie jest najbliższy schron, a potem pojechałam do Krakowca, małego miasteczka tuż przy granicy z Polską, w którym na początku wojny zaczynałam swoją medyczną przygodę na tym obszarze. Tym razem znowu okazało się, że mam szczęście do ludzi. Spotkałam tam dwie pielęgniarki z Holandii, lekarkę z Londynu, ratownika medycznego ze Stanów, dwóch ratowników z Polski i Darię. Jej historia uświadomiła mi, że w tym zawodzie nie chodzi tylko o pomoc medyczną. Znacznie częściej chodzi o wsparcie psychologiczne. Nie chodzi tylko o leczeni...

Balkans on my mind - życie bez filtra

Obraz
Co jest w życiu ważne ? Szczegóły. Detale. Prostota . Ta   uczuć , krajobrazu , czynności . Spokój . - Andrzej Stasiuk Choćby człowiek nie wiem jak lubił swoją pracę, w życiu (zawodowym też) nie może zabraknąć czasu na pasję. Kiedy dyżury rozjeżdżają emocjonalnie, koniecznie trzeba to zrównoważyć. Przefiltrować. Zadbać o siebie. Najlepiej w ulubionym miejscu i z ulubionymi ludźmi. Na Bałkany wracam zawsze wtedy, kiedy potrzebuję doświadczyć prawdziwych relacji międzyludzkich. Szczerej serdeczności, chęci pomocy, rozmów przy herbacie, spokojnego, prostego życia. Małych rzeczy. Prawdziwej wdzięczności, spokoju w głowie i równowagi. B ył czas, kiedy pojechaliśmy tam ośmioosobowym busem, bo chcieliśmy zwiedzić Macedonię, Albanię i Czarnogórę. Każdy z nas jechał tam w rozsypce, bo to był trudny czas życiowych kryzysów, ciężkich decyzji i rozstań. Ale ten jeden wyjazd przypomniał nam, co jest dla nas tak naprawdę ważne. Na początku odwiedziliśmy Macedonię. Zatrzymaliśmy się w Skopje, n...

Zimno, zimniej, hipotermia

Obraz
Końcem listopada, w pewien mroźny, zimowy dzień 14-latka siedzi pod marketem w centrum Andrychowa. Pisze SMS-a do swojego taty, że źle się czuje i nie wie, gdzie jest. Ojciec zawiadamia policję, rozpoczynają się poszukiwania dziewczynki. Okazało się, że siedziała ona pod marketem już kilka godzin. Wiele osób ją minęło, nikt do tej pory nie zareagował. W końcu mężczyzna, który do niej podszedł wziął ją na ręce i zaniósł do środka sklepu, ponieważ była już nieprzytomna i znacznie wychłodzona. Karetka zabiera ją najpierw do szpitala w Wadowicach, a stamtąd trafia do krakowskiego szpitala dziecięcego w Prokocimiu, gdzie zostaje podłączona do ECMO, czyli krążenia pozaustrojowego. Niestety, mimo wysiłków lekarzy, pielęgniarek i perfuzjonistów życia dziewczynki nie udaje się uratować. Hipotermia to stan wychłodzenia organizmu, w którym temperatura ciała spada poniżej 36 st. C. Jeśli temperatura spadnie poniżej 28 st. C, wówczas mówimy o bezpośrednim zagrożeniu życia. Cichy zabójca. Reakcja ot...